Jedyny dzień, w którym spóźnienie nie zabiera godzin, tylko cały rejs.
Obie godziny masz w dokumentach podróży. Jeśli znasz tylko wypłynięcie, zostaw „wszyscy na pokład" o godzinę wcześniej — tak to zwykle wygląda.
W porcie spóźnienie kosztuje Cię dzień i taksówkę do następnego portu. W dniu zaokrętowania kosztuje cały rejs — statku nie dogonisz, bo jeszcze na nim nie byłaś, a ubezpieczenie od spóźnienia na własny lot nie zadziała.
Lot w dniu zaokrętowania to jedyna rzecz, na której naprawdę nie oszczędzam.
Raz prawie nie zdążyliśmy w Civitavecchii — do dziś nie wiem, jakim cudem weszliśmy.
Tego samego lata przyjechaliśmy dzień wcześniej i spaliśmy czterdzieści kilometrów od portu.
Dziś robię tylko tę drugą wersję.
Opóźniony lot, zgubiona walizka i zamknięta droga do portu zdarzają się tego samego dnia
co Twój rejs i nikogo to nie obchodzi — statek wypływa o swojej godzinie.
Odprawa to nie podejście do okienka. W jednym porcie wchodzisz
w kwadrans, w innym stoisz w kolejce, która wije się przez halę — a w dniu zaokrętowania
wszyscy przyjeżdżają w tych samych dwóch godzinach.
Zapas trzymam tu większy niż w porcie. Tam spóźnienie kosztuje dzień.
Tutaj kosztuje rejs.
Wyszło Ci ciasno i nie wiesz, czy przesuwać lot? Napisz, skąd lecisz i na który statek — powiem Ci, jak to wyglądało u mnie.
Napisz do mnie Odpisuję sama, tak jak znajomym. Bez zapisów i bez zostawiania maila.